|
W historycznym rozwoju kultury nie da się przeskakiwać, etapów. Przeskok się mści: trzeba potem wracać i w porę czy nie w porę doczepiać do łańcucha brakujące ogniwa. Naturalnie chodzi tu jedynie o rozwój „układów spoistych" kultury. Nie musimy odrabiać etapów japońskich albo meksykańskich, skoro jednak nasza kultura stanowi część kultury europejskiej - a stanowi, choćby nas to nie cieszyło (mimo wszystko cieszy) - w takim razie bardzo trudno jest wymknąć się poszczególnym etapom dziejów tej wspólnoty. Interesujące byłoby w obrębie owej hipotezy łańcuchowej popatrzeć, jak odrabialiśmy w trzech ostatnich wiekach i wciąż odrabiamy brak wytrwałych sporów teologicznych, które tak ożywczo podziałały na myśl Zachodu, brak silnej władzy monarszej, która gdzie indziej wytworzyła sprawne mechanizmy rządzenia, brak stanu trzeciego, który uformował nowoczesną Francję czy Anglię. Ciekawie obserwować ten łańcuchowy proces powiedzmy w wieku XVIII, kiedy nasze Oświecenie odrabia gorączkowo starą querelle des anciens et des modernes, krzyżując to z nieco świeższymi pomysłami Addisona i zanurzając się zarazem w sprawy europejskie już całkiem współczesne albo zgoła je wyprzedzając. W czasach po ostatniej wojnie zaczęliśmy odrabiać zaległości nadrealistyczne: dzisiejsza polska awangarda malarska jest z ducha bardziej tradycyjnie nadrealistyczna, niż się tego sama domyśla.
|